GRUPA WINDSOR, ontario, canada.
2015
Wspomnienia pielgrzyma z Kamerunu
Co robi misjonarz z Kamerunu na pielgrzymce do Midland? Odpowiedź jest prosta: IDZIE! Poza tym ubogaca się kontaktem z pielgrzymami, naturą, Stwórcą, modli się i słucha pięknych, polsko-angielskich śpiewów, jak np. „Mama czuwa, mama wie…”
Zastanawia się, jak żyli, pracowali i cierpieli inni misjonarze, którzy przybyli na te tereny w XVII w. założyli tu stację misyjną, bardzo podobną do tych budowanych w Ameryce Południowej. Ich podopiecznymi byli Huroni, stąd też nazwa sanktuarium, do którego pielgrzymujemy – Matki Bożej od Huronów. Huroni, nazwani tak przez Francuzów z powodu fryzur przypominających szczecinę na głowie dzika (fr. hure), sami nazywali siebie Wyandotami (w języku irokeskim ‘W ī un dot – „wyspiarze”). Mieszkali we wsiach zabudowanych długimi domami nad brzegami Wielkich Jezior, uprawiali kukurydzę i tytoń sprzedawane innym plemionom za mięso, miedź i futra. Jezuici zamieszkali wśród nich i próbowali ich nawracać. Ich misja trwała 10 lat, niestety musieli opuścić swoją placówkę w obliczu zagrożenia ze strony Irokezów. Ci zresztą nie żartowali, zamordowali kilku z nich, między innymi ojca Ignacego de Brebeuf, który zginął okrutną śmiercią. Papież Pius XI beatyfikował ich w 1922 roku i kanonizował w 1930 roku. W miejscu, gdzie żyli misjonarze, modlił się papież Jan Paweł II w czasie swojej pielgrzymki do Kanady w 1984 r.



Nasza pielgrzymka do tego świętego miejsca jednoczy przede wszystkim Polaków z Kanady i innych krajów, w tym z Polski, a nawet z Australii, Niemiec no i z Kamerunu. Co wspólnego ma Kanada z Afryką? Pracuje tu wielu misjonarzy z Kamerunu, którzy po zakończeniu swojej misji zostali wysłani do Kanady, głównie do Quebecu, gdzie językiem urzędowym jest francuski (nie wszędzie: w rezerwacie Indian Mohawków nie mogliśmy się dogadać po francusku – kiedyś walczyli oni przeciw Francuzom i do dziś ich nie lubią). Indianie kanadyjscy byli też na misjach w Afryce! Była to misja wojskowa: w 1885 r. zostali wysłani do Sudanu, by zdobyć Chartum, główną twierdzę opanowaną przez derwiszów. Mówiąc dzisiejszym językiem – zostali wysłani na misję stabilizacyjną na teren opanowany przez islamistów…
Jest więc sporo materiału do rozmyślań. Nie ma na to zresztą zbyt wiele czasu, bo biała sutanna przyciąga dusze pragnące rozmowy, pocieszenia lub sakramentalnego pojednania z Bogiem. Nie są to więc wakacje, a raczej nowa misja, z którą wypada się zmierzyć. Wokół, zamiast tropikalnego lasu Kamerunu, rozciągają się pola kukurydzy, tytoniu i soi, a zamiast czerwonej, afrykańskiej drogi – asfalt, który dość dotkliwie rani stopy nie przyzwyczajone do takiego podłoża. Słońce też jakby inne, bardziej gorące, świeci pod innym kątem, pali uszy i nos. Pielgrzymi dzielnie maszerują, jedna siostra smaruje mi uszy kremem, druga częstuje ciastkami i kawą na postoju, atmosfera jak kiedyś w Polsce na pielgrzymce do Częstochowy, ale kiedy to było? Wieki temu! Nawet namioty są już inne, chyba łatwiejsze do rozkładania, ale o tym wie najlepiej Robercik, dobry chłopak, który prawie codziennie rozkłada mi ten namiot, a ja rzucam się do środka i leżę jak worek kartofli do samego rana…
Pielgrzymka jest świetnie zorganizowana: ludzie, głównie młodzi idą w 3 grupach – zielonej, czerwonej i niebieskiej. Ks. Sławek, mój rocznikowy kolega z polskiego seminarium w Gnieźnie, przewodzi grupie niebieskiej, więc idę z nim obiecując sobie i jemu, że po powrocie uduszę go za te odciski! Na każdym postoju mamy własną wodę, porządkowi w pomarańczowych kamizelkach pilnują rytmu, ostrzegają przed pojazdami, zatrzymują ruch na skrzyżowaniach. Przewodzi im Jasio, Polak urodzony w Kanadzie, który wygłosił najkrótsze, jakie słyszałem, kazanie o zaufaniu: „Nie mów: Jezu ufam tobie, Jezu ufam tobie, tylko w końcu zaufaj”! Takie kazania wygłaszał zresztą częściej, nie zawsze takie krótkie…
Opieką duchową nad innymi grupami zajmują się Oblaci Maryi Niepokalanej. Znam ich z Kamerunu, jeden z oblatów pełni tam nawet posługę biskupa, jest ordynariuszem diecezji Yokadouma (diecezja, gdzie żyje najwięcej Pigmejów). W Kanadzie Pigmejów nie ma, ale są oblaci, którzy obsługują polskie i kanadyjskie parafie. Tutaj też jeden z nich został biskupem – ojciec Wiesław Krótki. Pracuje on na północy, nad zatoką Hudson. Wkrótce ma tam pracować jedna ze świeckich misjonarek z Czadu, pochodząca z diecezji gnieźnieńskiej. Znam ją dobrze, gdyż również pracowałem w Czadzie jako misjonarz, ale krótko – z powodu wojny rozpętanej przez rebeliantów z Darfuru nie mogłem wrócić z urlopu i zostałem wysłany na Korsykę…

Teraz „misjonuję” w Kanadzie. Taką misję wyznaczył mi kolega, ks. Sławek, którego obiecuję solennie udusić, a potem zakopać w mrowisku w Kamerunie, gdzie obiecał mnie odwiedzić. Trudno jednak nie poddać się urokowi pielgrzymki: wspólnej modlitwie, śpiewom, rozmowom i znajomościom nawiązywanym w drodze i na postojach. Poznaję cudownych ludzi, Polaków z rozmaitych miast kanadyjskich, o których słyszę po raz pierwszy. Są tu Polacy nie tylko z Toronto i Hamilton, ale z Windstor, London, Kitchner, Cambridge, Ottawa … Cudowni ludzie, cudowne historie życia, bohaterowie emigracji, którzy wspaniale odnaleźli się w Nowym Świecie, wychowali dzieci, niektórzy już wnuki (nb. jeden z nich cudownie gra na akordeonie – jak jego dziadek) – a jednak gdyby tylko mogli, wróciliby do Polski…
Jesteśmy trochę dziwni my, Polacy: w Polsce robimy wszystko, żeby wyjechać, a kiedy to się już uda – tęsknimy za Ojczyzną. Kiedyś francuski biskup w Evry pod Paryżem zadał mi pytanie:  Pourquoi tu est comme une vache qui cherche de l’herbe toujours de l’autre cote de cloture  - dlaczego jesteś jak krowa, co szuka ciągle trawy po drugiej stronie płotu ? Przyznaję, że do dzisiaj się na tym zastanawiam. Może właśnie dlatego, że jestem Polakiem, a my, Polacy jesteśmy takimi wiecznymi wędrowcami, jak Romowie, którzy zresztą także idą z nami do Midland? Może dlatego tak dobrze odnajdujemy się na pieszej pielgrzymce i w każdej formie wędrowania? 
Każdy wędrowiec potrzebuje jednak jakiegoś celu wędrówki i jakiegoś domu. Dobrze, że nasza pielgrzymka w końcu osiągnęła swój cel – Midland, gdzie witają nas kustosze sanktuarium i następcy pierwszych misjonarzy – ojcowie jezuici. Wita nas także Matka, gdyż Msza św. jest sprawowana przy ołtarzu Matki Boskiej Częstochowskiej. Wita nas rowniez ks. Prymas, który przybył specjalnie na tę uroczystość z Polski. Abp Wojciech Polak jest nie tylko metropolitą gnieźnieńskim i Prymasem Polski, ale także moim biskupem, a prywatnie – kolegą z seminarium z Gniezna i z parafii w Gniewkowie, gdzie razem spędziliśmy dzieciństwo i młodość. Teraz razem modlimy się przy ołtarzu w Midland wraz z tysiącami Polaków z całej Kanady. Tysiące osób, tysiące historii życia, wzlotów i upadków, tysiące serc i oczu wzniesionych w kierunku Tej, co zawierzyła i dlatego stała się naszą Matką. W takim momencie trudno ukryć wzruszenie i nie powiedzieć „TUTAJ JEST POLSKA”! Czujemy to wszyscy, dlatego razem śpiewamy: Ojczyznę wolną pobłogosław Panie!

Ks dr Mariusz Misiorowski