GRUPA WINDSOR, ontario, canada.
nastepna >>>
Pielgrzymka 2006

Swoje wrazenie dotyczace pielgrzymki do Midland chcialabym zaczac od takiej refleksji. Kazda matka wie co dla jej dziecka jest najlepsze. Moja mama przez pare lat opowiadala mi o pielgrzymkach do Midland bedac co roku jej autokarowa uczestniczka. Poniewaz mam przyjaciólke, która poszlaby ze mna na koniec Swiata, podzielilam sie z Nia mySla o pielgrzymowaniu. Okazalo sie, ze posiada wiecej zamilowania i checi do tej wyprawy niz ja. W czasie powstawania tego zamiaru dolaczyl jeszcze do nas jej maz, bardzo pomocny w wielu sytuacjach. WybraliSmy sie wiec we trójke. Bez zbednych  rzeczy wszystko co najpotrzebniejsze, a okazalo sie ze bylo tego troche za malo. WzieliSmy 2 bochenki ciemnego chleba i wode. Dobrzy ludzie uzyczali nam w czasie wedrówki wszystkich innych potrzebnych do przezycia rzeczy. ByliSmy trzyosobowa grupa z Windsor, o ktorej prawie nikt nie wiedzial. Przez caly rok opowiadaliSmy o naszych przezyciach próbujac zachecic kogokolwiek do tej wyprawy. Sukcesem okazalo sie, ze zachecilam mojego meza, a takze i córke. Najwiekszym marzeniem, które sie spelnilo bylo zorganizowanie przez ksiedza Slawka grupy liczacej 25 osób. W tym roku równiez bylo wspaniale, bo jak moglo byc inaczej, kiedy idziemy przez drogi, pola, lasy z Panem Bogiem i najblizszymi. Kiedy od rana do nocy styka sie czlowiek z wielka laska Pana Boga i dobrocia innych. Kiedy widzi sie szalejaca z miloSci do Boga mlodziez, skupione twarze zasluchane w slowo Boze, zmeczenie i radoSc. Kiedy ma sie blisko wspanialego przewodnika, którym byl ksiadz Slawek. To jego osoby brakowalo nam w ubieglym roku. Byl doskonalym opiekunem naszej grupy, pomocny w sprawach duchowych i w kazdej najmniejszej ziemskiej sprawie. JednoczeSnie nie byl tylko dla nas Windsorczykow, potrafil wspierac kazdego uczestnika swoim slowem, osoba, pogoda ducha i zabawa przy ognisku. Ksiadz byl naszym pielgrzymkowym pasterzem i bardzo dobrze prowadzil swoje stado. Chcialabym wspomniec jeszcze o jednej bardzo milej niespodziance, która zastala nas po ukonczeniu naszego pielgrzymowania. Dobrzy ludzie z Windsor, panstwo Staszek i Marysia  Bebnowie, przygotowali nam serdecznie, pyszne i obfite przyjecie w Midland. Bylo to duze zaskoczenie, kiedy zmeczeni i glodni mogliSmy usiaSc wygodnie i posilic sie wSród swoich braci i sióstr pielgrzymów. Serdeczne dzieki za wszystko, czego moglam doznac na tej pielgrzymce, za wiele Lask Bozych oraz dobra jakie otrzymalam od wszystkich uczestników tej wyprawy i oczywiScie po raz kolejny mojej kochanej mamie.


Hanna Minkiewicz

Our feet hurt. Our stomachs are growling. We can barely breathe because of the scorching heat. And yet, we still march along not knowing exactly where we will stop again for a break. We are singing! Laughing! Having a great time!! What is wrong with us? What has happened to us? Where are we and why?

First off, we are at the 25th annual Walking Pilgrimage from Toronto, Ontario to the Martyrs' Shrine in Midland, which is a scenic 160km hike, over hills, through forests and across highways. However this still doesn't give an explanation for our strange behavior. We're woken up to the "melodious" sound of "Oto Jest Dzien" [This is the day], which wouldn't be so bad if it wasn't at 6:04 AM. (Yes! That means IN THE MORNING!) After about half an hour to fully wake up and get dressed we meet for morning mass, after which we have breakfast at our tents, talking and laughing with the neighbors and showing off about who has the most blisters. Then it's a race to take down the tents, pack up your belongings and load them into the U-HAUL trucks. At around 8:30 the first group lines up behind their cross, ready to leave. There is a lot of singing and lots of fun as we walk out but during the day there is also walking in silence (which is easier said than done) while listening to the catechetical session with the priest. There is also prayer with the rosary and a question and answer session.

After a long day of hiking we finally arrive at our campground, where we unload the U-haul trucks and set up camp. The mood is joyous as people take out food and start making something to eat while having conversations about the day with their "neighbors".  Others simply set up their tent and fall asleep right away. Later at night there's a prayer and singing until 11pm. It's a great experience and something I'll never forget. 

And that's a day in the life of a pilgrim, and maybe I can't explain the joy or why we were so filled with energy. Maybe you should go and find out for yourself next year…

Veronika Ohl & Kasia Pikul

strona 1, 2, 3, 4, 5
2007