nastepna >>>
  W tym roku codziennie zadawalismy sobie pytanie "kiedy bedzie padac", poniewaz z wyjatkiem pierwszego dnia padalo codziennie. We wtorek, gdy ostatnia grupa dochodzila na nocleg zaczelo padac i padalo podczas calej Mszy sw. Po Mszy, jakby w nagrode dla nas, przestalo padac, wiec zupe, która przywieziono z Toronto, moglismy zjesc spokojnie, aczkolwiek staralismy sie zrobic to w miare szybko, poniewaz nadciagala kolejna deszczowa chmura. Kolejny deszcz, który ustal dopiero krótko przed wieczorna modlitwa. Nastepnego dnia tj w srode nie bylo zle - troche padalo w nocy, ale wtedy wszyscy bylismy w namiotach.
W czwartek, chociaz zanosilo sie na powazna burze, deszcz nie byl duzy, ale padal akurat wtedy, gdy przywieziono ciepla zupe z Toronto. W piatek deszcz zlapal nas w trakcie marszu. Jedni pozakladali na siebie plaszcze foliowe, inni nalozyli na siebie worki garbiczowe, a jeszcze inni wierzac w to, ze po kazdym deszczu wyjdzie slonce i ich wysuszy, nic na siebie dodatkowego nie nakladali. Rzeczywiscie, gdy dochodzilismy na nocleg, nasze ubrania byly prawie suche. W sobote rano, zwinelismy namioty, zjedlismy sniadanie i zapakowalismy nasze bagaze do ciezarówek. Gdy czekalismy, aby wyjsc na ostatni i najkrótszy odcinek naszej pielgrzymki zaczelo padac. Z powodu takiej pogody, Msza sw, której przewodniczyl  ks. bp Ustrzycki z Hamiltonu sprawowana byla w kosciele, a nie na zewnatrz jak co roku. Musze sie przyznac, ze podczas Mszy sw. walczylem ze soba, aby nie zasnac. Podejrzewam jednak, ze nie tylko mnie owladnal blogostan po dojsciu do celu. Po Mszy sw. wszyscy udali sie po bagaze i na kielbaski z BBQ, które fundowala nasza parafia. Nie chce sie powtarzac, ale domyslacie sie, ze wtedy zgodnie z tradycja tegorocznej pielgrzymki, tez padalo. Wieczorem okolo 8 pm rozpogodzilo sie i wieczorny rózaniec, odmawiany podczas procesji ze swiecami mógl odbyc sie bez przeszkód. W niedziele podczas ostatniego dnia pielgrzymki nie moglo oczywiscie zabraknac deszczu. Zaczelo padac zaraz po Mszy sw. sprawowanej przez ks. bp Andrzeja Suskiego z Torunia.
    W czasie tych osmiu dni spotkalo nas kilka niespodzianek. W srode na miejsce naszego noclegu przyjechal ks. prob. Roman Waszkiewicz.  Nie przyjechal z pustymi rekoma, wiec i my zaprosilismy go na pielgrzymkowy bigos, jaki w tym miejscu przygotowuja Polacy z Berry. Ks. Roman po kilku godzinach pobytu wsród swoich parafian musial powrócic do Windsor. Mysle jednak, ze widok zmeczonych, brudnych, ale zadowolonych pielgrzymów na dlugo pozostanie mu w pamieci. Kolejna niespodzianke sprawili nam panstwo Zlobiccy, którzy przyjechali w sobote po poludniu i przywiezli dla wszystkich pielgrzymów z Windsor tak duzo swiezego jedzenia, ze o kolacje nie musielismy sie juz klopotac. Jedzenie bylo jak w domu. Szkoda tylko, ze znowu zaczelo troche padac. W sobote po poludniu obok nas "starych pielgrzymów" zostal rozbity kolejny namiot "ludzi z Windsor". Rodzina Fila ze swa roczna córka i gosciem z Polski, przyjechali przezyc razem z nami nocny rózaniec i niedzielna Msze sw. W srodku nocy, tj okolo 1 am, do Midland przyjechali panstwo Kulinscy. Ich samochód tez byl zaladowany jedzeniem dla wszystkich. Starczylo go na niedzielne sniadanie i lunch. Juz tylko z obowiazku kronikarskiego zaznacze, ze podczas niedzielnego lunchu tez padal deszcz.
    Do innych godnych utrwalenia historii zwiazanych z tegoroczna pielgrzymka moge zaliczyc historie jednego pielgrzyma, który podjal decyzje, ze idzie z nami, w ostatniej chwili. Gdy zobaczyl jak po Mszy sw. ladowalismy juz nasze bagaze do przyczepki stojacej na koscielnym parkingu, postanowil pójsc z nami.  Poniewaz bylo to w niedziele o 1:30 pm,  (a wyjezdzalismy o 4 pm), ów pielgrzym mial tylko 2.5 godziny na dojechanie do domu, wytlumaczenie wspólmalzonce, ze nie zwariowal i wie co robi, oraz zabranie najwazniejszych rzeczy takich jak namiot, spiwór, troche ubran na przebranie i zywnosc. Innym faktem godnym odnotowania jest przypadek kolejnego pielgrzyma, który przez nieuwage lub roztargnienie w poniedzialek rano wyslal wszystkie swoje rzeczy z wyjatkiem namiotu do Midland. Pomimo tego faktu szedl dalej. W chwili gdy podzielil sie z innymi swoim zmartwieniem, otrzymal wszystko co potrzebowal, aby móc dalej kontynuowac swoja pielgrzymke.
GRUPA WINDSOR, ontario, canada.
2008
strona 1, 2, 3,