GRUPA WINDSOR, ontario, canada.
nastepna >>>
5-12 VIII 2007  Pielgrzymka do Midland
            W niedziele 5 sierpnia,  o godzinie 15, na parking przy koSciele zajechal samochód z przyczepa. Na przyczepie "ktoS" nakleil znaczek PKS. Chwile pózniej przyjezdzaja pierwsi pielgrzymi ze swoimi bagazami. A bagazy jest naprawde sporo: namioty, Spiwory, plecaki, materace, jedzenie, przenoSne kuchenki, skladane krzesla, itp. Patrzac na nie, mozna zadac sobie pytanie: gdzie sie to wszystko pomieSci? Bardzo szybko nasza przyczepa zapelnia sie owymi niezbednymi rzeczami, bez których trudy pielgrzymowania bylyby jeszcze wieksze. O 16 jesteSmy juz spakowani i gotowi do wyjazdu do Mississauga. Jeszcze tylko krótkie pozegnanie z rodzina, która pozostala w Windsor i  rozpoczynamy nasza piesza pielgrzymke.
            Pielgrzymka jest piesza, ale samochody tez sa potrzebne. Okolo godziny 20 przyjechaliSmy do koSciola Sw. Maksymiliana. Tutaj do naszej dyspozycji sa dwie salki pod koSciolem. Jedna dla kobiet, druga dla mezczyzn. W salkach tych czekaly na nas swieze paczki i butelki z woda. Po zaspokojeniu apetytu powoli wyciagamy nasze bagaze i przenosimy je pod koSciól. Dwa vany wracaja do Windsor. Kolejne dwa vany zostaja "przerobione" na samochody do obslugi naszej grupy. Pierwszy zostal "bagazówka". To w nim przewozone beda nasze bagaze podreczne z lunchem. Drugi van zostal nasza "karetka pogotowia". T.zn. w nim znalazly sie igly, plastry, bandaze, jodyna i inne konieczne medykamenty. (Ciekawostka jest to, ze kierowca naszej "karetki" w Polsce tez jezdzil karetka pogotowia.) Ponadto w kazdym z nich byly butelki z woda. Te dwa samochody towarzyszyc nam beda przez cala droge. To w nich mogleS znalezc chwile odpoczynku i wytchnienia. JeSli nie starczalo juz sil, wystarczylo usiaSc na brzegu drogi, aby za chwile podjechal jeden z nich i zawiózl zmeczonego pielgrzyma na najblizsze miejsce postoju. Pozostale samochody nastepnego dnia zostaly przewiezione na parking do Midland i tam spokojnie czekaly, az ich umeczeni ale szczeSliwi wlaSciciele odnajda je za tydzien.
            Noc pod koSciolem? Hmm… Moge powiedziec, ze minela spokojnie. Niektórzy nawet spali. Inni chrapali. Jeszcze inni, nie mogac zasnac, przewracali sie na drugi bok i spogladali na zegarek sprawdzajac ile czasu zostalo do pobudki. Nasz nocny odpoczynek zaklócil mieszkaniec Mississagua. O 2 w nocy przyniósl swój bagaz do naszej sali. Widocznie nie mógl sie juz doczekac do wyjScia, lub pomieszaly mu sie godziny.
            Rano wychodzac z salek, ze zdumienia przecieramy oczy. Jest godzina 6 rano, poniedzialek 6 sierpnia. Na plac przy koSciele przyjechaly samochody ciezarowe. Trzy z nich przeznaczone sa na bagaze. Kazda grupa bedzie miala swoja ciezarówke. Osobna ciezarówka jest zaladowana kilkoma tonami wody pitnej. Kolejny samochód z zaczepionym duzym zbiornikiem na wode bedzie w tych dniach udawal "nasza lazienke". CaloSc jest uzupelniona przez  kawalkade vanów przerobionych na "bagazówki" i "karetki". (Kazda grupa ma 1 lub 2 samochody na bagaze i wode oraz 1 ze sprzetem medycznym.) Ponadto towarzyszyc nam bedzie jeszcze jeden samochód sanitarny do przewozu przenoSnych ubikacji.
           Szybko zwijamy swoje "legowiska" i zanosimy je do ciezarówki. Nastepnie uwolnieni juz od ciezaru swoich bagazy, idziemy do koSciola na msze Sw. Rozpoczyna sie o godz 7. Po mszy szukamy jakiegoS samochodu, który zawiezie nas za miasto. To stamtad, spod koSciola Sw. Patryka, rozpoczniemy nasze pielgrzymowanie. Za koSciolem jest duza polana polozona w dolinie. Na niej to z kazda chwila zaczyna byc coraz wiecej pielgrzymów. W cieniu drzew trwaja jeszcze ostatnie zapisy dla spóznialskich. Flagmani (porzadkowi) sprawdzaja jeszcze sprzet naglaSniajacy, dostaja ostatnie instrukcje i powoli zaczynaja przygotowywac sie do wyjScia.
strona 1, 2, 3, 4, 5
2007